Zmęczonam jak pies…

Oraz zarobionam.

Wciąż urlopu nie mam. Ale myślę od sierpnia pójść. Tiaaa…już myślałam od 1 lipca, potem od 15 lipca 😉 Swoją szosą, mamy lipiec, a lato sobie poszło. Wystrzelało się w czerwcu nieziemskimi upałami, a teraz ziąb. No trudno. Z przyrodą się boksować nie da 😉

3 komentarze Dodaj swoje
  1. Forma bardzo krótka jak widzę. Czasem też mnie korci taka krótka, ale łamię się przy wstępie. I jednak dopisuję kolejnych kilkadziesiąt zdań. 🙂

    1. Dziwna sprawa – zawsze gdy mam coś napisać, wydaje mi się, że nie ma sensu bo nie mam zbyt wiele do napisania, a potem nagle wychodzi długaśny wpis. Czyli też to dopisywanie kolejnych kilkudziesięciu zdań co u Ciebie 😀 No to potem piszę i publikuję rzadko, bo wiem, że na długi wpis nie mam czasu dziś, jutro, pojutrze, bo praca, bo już noc, bo zaraz muszę się zająć czymś innym. Może skłonienie siebie do większego “minimalizmu słownego” na mnie dobrze wpłynie 😉 Takie doświadczenie na sobie 😉

      1. Kiedy tak dłuższy czas nie mogę się rozpisać, dokończyć moich wpisów (bo też ciągle rozpoczynam nowe), to mi czegoś jednak brakuje. Rozpoczynam średnio ze 3 nowe co tydzień, ale rzadko który ostatnio kończę, albo mi się rozmywają po drodze. Pisanie po 10ciu latach nie przychodzi mi w tej chwili też już tak łatwo. Może dlatego, że z niektórych tematów porezygnowałam, poprzednie przekonania zastąpiłam nowymi, ale jeszcze nie do końca sprawdzonymi wersjami przemyśleń. I tak mi mijają kolejne tygodnie.
        Chce mi się pisać, chce mi się dzielić sobą, ale w praktyce pozostaję głównie przy zdjęciach. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *