Wartość rzeczy wartościowych

Nie ma lekko. Co sobie człowiek wymyśli, że teraz to będzie fajnie, spokojnie, zen i tak zwana norma, zawsze wyskoczy jakiś utrudniacz życia. Co ogarniesz, to znowu niespodzianka. I tak w kółko. No ale gdzieś pomiędzy rozwiązywaniem spraw nagłych z gatunku upierdliwych, upchnęły się moje próby zejścia z liczebności otaczających mnie rzeczy. Jest jeszcze trochę takich “kącików” i pudełek, do których aż się boję zajrzeć bo ugrzęznę. Na przykład pudła, w których trzymam pasmanterię albo akcesoria do moich sprzętów foto-video i …kable. Tak. Kable to zmora.

Dziś, dla odmiany, wreszcie mam jakiś dzień wolny, więc oddałam się lenistwu na balkonie, zdobywaniu wiedzy na YouTube i rozmyślaniom. I gdy tak sobie rozmyślam o tym, jak niełatwo segregować swoje dobra na te, które naprawdę są mi potrzebne i te, które tylko zbierają kurz, jak w przypadku niektórych trzeba odczekać i dojrzeć do tego, by się z nimi pożegnać, gdy widzę, ile już wyniosłam z domu niepotrzebności i końca nie widać…wchodzę do pokoju i w TV słyszę o miejscowości, którą kompletnie zalała jedna, jedyna ulewa.

Widzę ludzi, którzy, po opadnięciu wody, wracają do swoich domów, pokazują, jak wysoko jest ślad po zalaniu. Wiedzą, że stracili wszystko. Nie tylko to, co było poniżej linii wody. Chwila moment i musisz żyć bez tego wszystkiego, co się miało. Chwila moment na zastanowienie co najważniejszego ze sobą zabrać, zabezpieczyć by ocalało. O ile w ogóle taką możliwość się miało.

I tak myślę sobie: ile to wszystko tak naprawdę jest warte… to nasze przywiązanie do rzeczy o tzw. wartości sentymentalnej. Tyle co nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *