Podatek od ChceTo

Jeśli wolisz, możesz odsłuchać wpis 🙂

Ktoś pamięta te czasy gdy, będąc dzieciakiem, w szkole oszczędzało się na SKO (Szkolna Kasa Oszczędności)? Co jakiś czas zarządzano zbiórkę – i dzięki temu pojawiał się kolejny wpis w tabelce. Jako mała-skrupulatna, materiał na księgową, zaprowadzałam sobie podobną książeczkę oszczędnościową także w wersji domowej, narysowaną własnoręcznie i wyciętą z kawałka papieru. Pieczołowicie zapisywałam w niej każdą najmniejszą, zdobyczną kwotę, która potem wpadała. U większości do świnki skarbonki, ale ja miałam skarbonkę w formie skrzyżowania katarynki na korbkę i gramofonu z tubą. Otwór owej skarbonki idealnie nadawał się do wrzucania ówczesnych sporych pięciozłotówek, a ja wymyśliłam sobie, że będę chodzić z nią po domu, kręcić korbką i śpiewać (że niby to ta katarynka gra), a domownicy mieli mi za to wrzucać rzeczone pięciozłotówki. Ostatecznie “mieli”, ale mnie serdecznie dosyć. No i obroty na koncie domowej książeczki oszczędnościowej zdecydowanie spadły.

Pamiętam, jak przynoszona przez rodziców co miesiąc wypłata leżała zawsze na stole w całości, wraz z “paskiem”. Dorośli co prawda mogli wpłacać na swoje dorosłe książeczki PKO, ale częściej obserwowałam moją mamę, jak rozdziela wypłatę na koperty. Koperta na opłaty, koperta na życie, koperta na nieprzewidziane wydatki…itd.

A kto pamięta, już w czasach internetu, popularny portal internetowy ChceTo? Można było zapisywać swoje zachcianki i marzenia na liście i nawet chwalić się nimi przed innymi. Ja nigdy z niego nie korzystałam, jakoś wolałam sobie coś kupić niż do tego wzdychać. Miałam takie możliwości no i przekonanie, że po co całe życie tylko ciułać każdy grosik i nic z życia nie mieć. W sumie to był taki bunt osoby, która dotychczas nic nie miała, wyłącznie oszczędzała. Bunt młodziutkiej osoby, po otarciu się o śmierć.

To nie były jednak jakieś fiu-bździu wydatki. Rozwijałam dzięki temu swoje pasje, odkrywałam kolejne zainteresowania, inwestowałam w swoją wiedzę. Ale też stałam się gadżeciarą, jako że pociągają mnie technologie, elektronika, IT. Trochę się jednak przejadło – i w sumie na szczęście, bo w tym czasie niespecjalnie oszczędzałam. Do tego przytrafiły mi się po drodze dwie poważne katastrofy finansowe o nazwach: “ex mąż nr 1” i “ex mąż nr 2”, z których wychodziłam o własnych siłach i własną pracą. Oby nigdy więcej…

W ramach budowania swojego życia od podstaw, trzeba było – rzecz jasna – także zainteresować się gruntowną przebudową swojego budżetu domowego. Zwłaszcza, że planowana przyszłość w mieszkaniu z zasobów TBS też będzie niemałym kosztem. Przy wysokościach kwot partycypacji i kaucji, frazę “budownictwo społeczne” można sobie spokojnie włożyć między bajki 😉 .

To dobry moment by na nowo sobie zorganizować platformę bankową, która spore możliwości ma, tylko przemyśleć i …rozbudować pod własne potrzeby. Także dobry moment, by powrócić do idei listy ChceTo. Choćby po to, by odsunąć w czasie moment faktycznego zakupu od momentu pomysłu, który zwykle się wiąże ze sporym nakręceniem. Emocje to nie jest najlepszy doradca zakupowy. Skoro tak uważają psycholodzy i minimaliści, to może pora sobie wyciągnąć wnioski 😉

No więc grzebię sobie w tym systemie bankowym, tworząc współczesne bankowe “koperty”, bo mam taką fajną funkcję zakładania celów. Jednocześnie rozmyślam sobie jak miałaby wyglądać ta moja lista ChceTo. Wtem napada mnie myśl! A gdyby tak, do tego zrobić też osobną “kopertę”? Normalna lista na kartce nigdy mnie jakoś nie przekonywała. To było zbyt abstrakcyjne dla faktycznego stanu mojego konta. Gdybym jednak rzeczywiście doświadczała symulacji sytuacji, iż owo “ChceTo” zakupiłam i wydałam na to środki i już ich nie ma na koncie rozliczeniowym, to może i przemyślenia na temat danego zakupu byłyby inne?

No to wymyśliłam: każdorazowo, gdy będę miała nieodpartą chęć kupienia sobie czegoś już-teraz-zaraz-natentychmiast, zamiast to to kupić – przeleję równowartość do takiej właśnie bankowej “koperty”. Z rozliczeniowego kwota zniknie, ale trafi do mojej własnej przechowalni. Eureka! Jest symulacja “wydałaś kasę? – to teraz kombinuj dziewczyno z miesięcznym budżetem uszczuplonym o twoje zachcianki” 🙂

Cele

Koperta przyjęła nazwę “Podatek od ChceTo” 😉 By móc istnieć, musi mieć ustawioną regułę typu automatyczne pobieranie jakiejś kwoty, czy procentu od transakcji. No to ustawiłam kwotę symboliczną pobieraną co miesiąc, którą sobie nazwałam właśnie podatkiem od samego myślenia o potencjalnie głupich, nadprogramowych zakupach. Pozostałe środki będą pochodzić z nagłych pomysłów o rzeczonych potencjalnie głupich, nadprogramowych.

Już dziś mi nawet jeden taki wpadł 😉 Ach cóż to był za boski zapach…tylko po co mi na już, skoro mam jeszcze prawie cały flakon innej wody toaletowej? 😉

No a jeśli coś rzeczywiście okaże się potrzebą a nie chwilową zachcianką, to środki na to już zamrożone 🙂 .

P.S. Tak, dobrze widzisz, jest też nowiutka koperta “Niepalenie”. W końcu zacznę odkładać równowartość tego co inni przepalają miesięcznie. Nigdy nie paliłam – gdybym przez całe życie odkładała dziennie równowartość paczki petów, miałabym dziś zaoszczędzoną kupę forsy!

8 komentarzy Dodaj swoje
  1. Ale fajny pomysł z tym nagrywaniem! Może i ja coś sobie ponagrywam. 🙂
    Już kiedyś o tym myślałam. A tym razem ponaśladuję Ciebie. I siebie – z przeszłości.

    Co do oszczędzania w Książeczce Oszczędnościowej. To było słabe doświadczenie i szybko mi się znudziło. Do oszczędzania wróciłam jako dorosła osoba. Ale portalu Chcę to – nie korzystałam, nie opowiadałam też innym, o czym marzę. Może niektórym najbliższym. 🙂

    1. A dziękuję 🙂 Od kilku miesięcy mam wprawę (i ustawione narzędzia), bo nagrywam książki, które są pozytywne a nie mają wersji audio – do odsłuchu dla słabowidzącej mamy. Zresztą, sama bardzo lubię odsłuchiwać różne materiały gdy kładę się z zamkniętymi oczami i kotem na piersi by się zrelaksować i dać wytchnienie oczętom 😉 Tak że pewnie sama do tych książek w formie audio za jakiś czas znów sięgnę.

      Jak najbardziej, czemu nie? – Nagrywaj, naśladuj 🙂 Ja chętnie usłyszę Twój głos 🙂

      1. Bardzo chętnie, ale ja nie mam jeszcze ustawionych narzędzi, więc jakby co chętnie skorzystam z Twojej porady, z jakich urządzeń korzystasz? Może napiszę na maila, zakładam, że gdzieś na blogu jest podany. Odezwę się, bo naprawdę pomysł mi się spodobał. 🙂

        1. Na dobry początek, jeśli ma być audio, wystarczy jakiś rejestrator głosu – apka na komórkę i zwykłe słuchawki z mikrofonem jak do gadania przez telefon 🙂 . Na komputer – jest darmowy program Audacity do rejestrowania dźwięku. Ważne by ustawienia mikrofonu w systemie zrobić tak, by wycinało szumy i dźwięki tła. Fajne do tego są też kamerki internetowe i oprogramowanie rejestrujące do nich, tylko wtedy trzeba film konwertować na audio (miejsce na koncie hostingowym nie jest z gumy 😉 ). No chyba, że planujesz nagrania wideo 🙂

          To było w skrócie info dla Ciebie, a poniższym sobie nie zaprzątaj głowy:

          U mnie z tym YouTubem jest więcej zachodu bo musi być format wideo. Do niedawna po prostu podłączałam zewnętrzny mikrofon do komórki i włączałam transmisję bezpośrednią. Bez problemu, dodatkowej roboty, jednym ujęciem że tak powiem 🙂 Książki to długie nagrania, więc kupiłam niedrogi mikrofon pojemnościowy dla komfortu słuchających. No a teraz…YouTube znowu wprowadził ograniczenia w transmisjach i muszę używać miksera dźwięku i obrazu na komputerze. Aktualnie do samego dźwięku wykorzystuję program komercyjny Movie Studio Platinum, bo mam i mi w nim wygodnie. Generalnie mi służy do montaży filmów, ale łatwo się w nim nagrywa dźwięk i konwertuje do innych formatów. Mikrofon już stoi jako dyżurny na biurku gotów do użycia a oprogramowanie obcykane, a do wideo odpowiednio przygotowane 😀

  2. A co do celów – widzę, że mamy chyba zdeponowane środki w tym samym miejscu, bo u mnie też są takie cele. Tylko ja sobie jeszcze nie ustawiłam, na co chcę i ile chcę teraz oszczędzać. Mam taki etap, że jednak mam silną potrzebę nadrobienia tego wszystkiego, czego nie kupowałam sobie przez ostatnie lata. I konsekwentnie ten cel staram się realizować. Raczej hurtowo, niż jednostkowo. Bo na częste zakupy czasu zwyczajnie nie mam. A tak raz na jakiś czas robię skok na centrum handlowe. Za jednymi zakupami idę wyszaleć się do EMPIKu, za innymi, jak wczoraj – wydaję dużo na ciuchy. No ale skoro nie wydawałam przez ostatnie lata, bo nic tylko dom, mieszkanie, remonty, komputer, samochód … to teraz nadrabiam. 🙂 Żadnych dalekich celów chyba więc w tej chwili nie mam. Póki co odpuszczam troszkę, a co mam kupić i tak jeszcze kupię. Na przykład kanapę do nowego mieszkania, bo jeszcze nie mam żadnej. I jakiś regał do salonu przed tą kanapą, bo też jeszcze nie mam. Ale tego typu duże wydatki to ja wolę sobie robić powoli, bo to są drogie rzeczy, a więc trzeba na to nazbierać tyle, żeby nie było potem szczypania się z każdym 50 EUR, tak już myślę w EURo skoro w nich zarabiam. 🙂
    pozdrowienia

    1. Wierzę, że masz taką fazę. Ja pewnie znów ją będę miała za iks lat, gdy mi znikną spore finansowe obciążenia mieszkaniowe 😉 Tak czy owak, dążę też do tego, by generalnie mieć mniej rzeczy, a ja chyba nadto się przyzwyczaiłam do chcesz-masz. Detox nie zaszkodzi by się nawyku znoszenia rzeczy do domu pozbyć ;).

      P.S. Co do tego zapachu – rozpłynęłam się totalnie i obawiam, że i tak flakonik zostanie zakupiony. Choćby maleńki 😀 Dostałam z moją aktualną wodą toaletową próbkę, której długo nie otwierałam, aż do zeszłego tygodnia. No i w końcu otwarłam, użyłam kilka razy i… utonęłam. A nawet dostrzegam pewne nagłe poruszenie wśród panów 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *