Marcowe wygrzewanie

Wiosenna pogoda, choć czasem piękna, to wciąż zdradliwa. Wystarczy, że na chwilę zajdzie słońce i już można porządnie zmarznąć. Dlatego w moich sakwach rowerowych, mimo niezbyt dalekiego wypadu, sporo dodatkowych warstw ubrań, a nawet opaska, komin, chusta i…rękawiczki. To tak oprócz dyżurnego kocyka.

Na razie muszę uważać, by nie przesadzić z rowerem, więc wybrałam się do centrum miasta do parku. Niedawno gruntownie zrewitalizowany, po prostu piękny. Ławeczka w słońcu, kocyk raz-dwa rozłożony, ptaki śpiewają jak najęte, no a ja – książka w dłoń i, wygodnie umoszczona, relaksuję się i wygrzewam jak kot. Może powinnam zacząć kota zabierać…? Tylko ludzi z kwadransa na kwadrans jakby coraz więcej, w końcu po ścieżkach całe grupki, jedna za drugą się przechadzają. I jakoś tak dziwnie się przyglądają. Zazdroszczą kocyka? Hmm… no nie wiem. Podążam za ich wzrokiem i już wiem. To moje buty stojące samopas przy ławce. Rzeczywiście, niesamowita osobliwość – myślę sobie nieco ubawiona 😉

Drzewo jeszcze trochę łyso 😉

Miło czasem, dla odmiany, pobyć w tłumie. Aż się zdziwiłam, jak zatłoczone jest centrum mojego miasta sobotnim popołudniem. Może jestem dziwna, ale rzadko bywam na mieście. Lubię miejsca, gdzie raczej otacza mnie sama przyroda. Teraz, z powodu kontuzji kostki, bezdroża i podjazdy mam zakazane. I kilka innych aktywności też 😉 No to sobie pojeżdżę po mieście, grzecznych ścieżkach rowerowych i przewidywalnych, równych jak stół parkach. Odmiana jest fajna 🙂

7 komentarzy Dodaj swoje
  1. Też często umilam sobie wolny czas jazdą na rowerze, chociaż w Warszawie jeszcze nie mam roweru. Ale może niedługo będę jeździła z moim tu i tam, właśnie pracuję nad tym, żeby móc go brać w różne miejsca. 🙂
    Pięknie mimo, że łyso na tych Twoich ścieżkach miejskich. Mam nadzieję, że kostka się już goi, miałam to cholerstwo rok temu i było mało ciekawie, trochę trwała rekonwalescencja ale minęło praktycznie całkowicie, tylko cierpliwości trzeba. 🙂
    Pozdrowienia

    1. O tak, na razie wszędzie prześwity w parku i przez brak zieleni wszystko widać 😉 . Normalnie w tym parku jest niezła gęstwina. Rower to super sprawa, sporo dobrego u mnie robi, tak psychicznie, jak i fizycznie podczas całej rehabilitacji, która się mocno przedłuża no i chyba jeszcze długo potrwa. Paskudne skręcenie. Chcesz zabierać Kicię na dwa kółka? 🙂 Ściskam Was obie :*

      1. Mam taki specjalny plecak na kicię, dostałam na święta od Córki, jest o tutaj: http://iwnowa.com/kotonautka/.
        Jak się już zrobi cieplej nie wykluczam, że ją zapakuję z szelkami do tego plecaczka i wezmę na rowerową a potem małą pieszą wycieczkę bo dla niej to dużo wrażeń. 🙂 Mam zamiar już niedługo, w tym sezonie.

    2. Fajny ten Twój plecak! Ja z kolei myślę nad czymś dla kota na przód roweru. Już w zeszłym roku Fortunę trochę przyzwyczajałam do szelek i wychodzenia w nich na balkon. No i nie było najstraszniej 😉 Acz trudno powiedzieć, czy jej się spodobałoby podróżowanie na rowerze. W samochodzie ostro pomiaukuje, chociaż ona generalnie jest gaduła. Lubimy kocie pogawędki przy pomocy obustronnego mruczenia i gruchania, no ale u niej niestety głośne miauczenie też w repertuarze 😀

      1. Moja Mozart w samochodzie jeździ grzecznie, miauczy od czasu do czasu, przeważnie kiedy chce na siusiu. I umie wyjść na spacer na smyczy.
        Jakoś te koszyczki na rower nie są dla mnie :), pewnie dlatego pomyślałam o plecaczku. Niech się tylko cieplej zrobi – będzie łatwiej skoczyć gdzieś z kicią :)!

        1. Twoja Mozart w ogóle wygląda na grzeczną – u mojej to już w oczach widać błysk “w co by się tu wpakować” lub “co by tu pożreć” 😀 Nie ukrywam, że w temacie wyprowadzania kici mam opory ze względu na wszędzie puszczane luzem psy Będzie się trzeba przemóc. Zastanawiam się też nad dobrym zabezpieczeniem przeciw kleszczom, bo jednak kicia potem śpi ze mną w pościeli – a u nas tego badziewia pełno

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *