Forti, Forti, co z ciebie wyrośnie

Jeśli wolisz, możesz odsłuchać 🙂

martwię się już od…pięciu lat 🙂 No, prawie – bo w końcu trafiła do mnie jako 3-miesięczna mała kupka futra o koszmarnym imieniu roboczym Kleofasia. Wraz z siostrzyczką, również 3-miesięczną, o nieco mniej koszmarnym imieniu roboczym Klementynka.

Obie zgarnięte z ulicy przez ludzi z pewnej fundacji i oszacowane na datę urodzenia 15 kwietnia 2014. U mnie otrzymały imiona odpowiednio: Fortuna i Daphne. Fortuna od samego początku była typem szukającym problemów dookoła, zaś Daphne całkowicie człowiekolepna. Daphne niestety nie doczekała dzisiejszego dnia z powodu ciężkiej choroby i organizmu tak delikatnego jak jej charakter. Za to Fortuna dziś skończyła 5 lat.

Dzisiejszy dzień rozpoczął się jak zwykle. Budzę się zdecydowanie za wcześnie, jakieś dwie godziny przed budzikiem. Przy mojej głowie po lewej, w pozycji Sfinksa, leży Fortuna i przygląda mi się, kiedy otworzę oczy. Stały scenariusz poranka obejmuje włączenie mruczenia na cały regulator gdy tylko spojrzę na nią, a potem zaczynają się pogaduchy po kociemu, czyli za pomocą gruchania. Uwielbiam z nią tak rozmawiać, pewnie dlatego nie utraciła tego zwyczaju w kontakcie z człowiekiem, podobnie zresztą jak głośnego mruczenia o decybelach właściwych dla kocięcia.

Niech jednak nikt nie da się zwieść, że to taki kochany i spokojny kotecek – co to to nie 😀 . Generalnie to kipiący energią kot, który, mimo mijających lat, wciąż szuka problemów. Odkąd się pojawiła, wciąż czekam na ten wiek, gdy wydorośleje i stanie się wystarczająco leniwa, by przestać interesować się wszystkim co wisi, leży, można otworzyć, porwać i schować albo jest kablem, tudzież innym gumowym przedmiotem i…można unicestwić za pomocą zębów 😉 . Niezliczone są ilości sprzętów, które padły jej ofiarą, kabli pod prądem, które przypominały sitko od jej zębów. Czasem zachodzę w głowę, jakim cudem ona jeszcze żyje 😀 . Jak to Fortuna – więcej szczęścia niż rozumu 😉 . Aczkolwiek, ostatnio zdałam sobie sprawę, że coś chyba się zaczyna zmieniać, bo przestała wskakiwać z okiennego parapetu na wysokie szafy. Ileż ona zaliczyła fallstartów w tej dyscyplinie… Może jej się przejadło bezwładne opadanie z góry na dół gdy źle wyliczyła siłę i kąt wyskoku 😉

Często nazywałam (i nadal nazywam) ją wrzodem na tyłku i mawiam, że jest kochana, ale gdy śpi 😀 . Ale w głębi duszy kocham tę okropiczną, rudą babę i nie wyobrażam sobie, gdyby miało jej się coś stać. Gdyby miało jej nie być. Kto by ze mną sobie ucinał takie tajemnicze pogawędki? Kto by kładł się po lewej stronie mojej głowy, częściowo wpychając łapki i główkę na moją małą poduszeczkę, bo tylko na takiej małej i płaskiej umiem spać – i mrrruczał mi prosto w ucho?. Kto byłby kotopsem, któremu nigdy nie jest ciężko się podnieść i przybiec do mnie, który tak pięknie aportuje, jak nie przymierzając mój dawny pies, urodzony aporter. Swoją drogą, miewam podejrzenia, że Fortuna to jakieś pośmiertne wcielenie mojego ukochanego golden retrievera. Nawet umaszczenie podobne 😉

Kicia jest już oficjalnie pięciolatką, ale…no cóż, chyba pora się pogodzić z jej upodobaniami do gryzienia kabli i rzeczy – no i do końca jej dni utrzymywać wokół niej bezpieczną pustynię 😉

Oooo… Właśnie zauważyła mój wisiorek 😀
4 komentarze Dodaj swoje
  1. My z moją (mojej na imię Mozart) też sobie tak od samego rana najczęściej pogadujemy, albo jeśli ona obudzi się wcześniej, to przychodzi mi połapkować i pomruczeć na brzuszek. Wtedy jest idealna komitywa. A poza tym też uwielbia się bawić różnymi rzeczami, aportuje także, ale niestety tylko gumkami, które na koniec zabawy zawsze wepchnie gdzieś pod szafę, łóżko czy inne miejsce, z którego ich już nie mogę wyciągnąć, więc zabawki do aportowania kończą się zbyt szybko.
    Ale pozostałe cechy też ma raczej takie psie – siusiu na smyczy w podróży inklusive. 🙂
    Moja dobiega już lat 9-ciu. Mam nadzieję, że mimo poważnej choroby, przez którą przeszła i która zakończyła się skróceniem ogonka do minimum pożyje jeszcze ze mną dostatecznie długo.
    Pozdrowienia i drapki dla Twojej Fortuny!

    1. Tego siusiu na smyczy to aż zazdraszczam 😀 Bardzo fajna umiejętność u kota, z którym się podróżuje. Gumki do zabawy powiadasz…one mają jakieś podejrzane inklinacje ku zapachom gumopodobnym jednak. Talent do wpychania zabawek pod meble też posiada, w sumie nie mniejszy od talentu do szybkiego “znikania” zabawkowych myszek (czyt. pożerania), stąd jak już kupuję to z tekturowym wnętrzem. Bardziej strawne dla organizmu niż waciane wypychacze 😀 Ostatecznie zaczęłam jej kupować sznurowe zabawki dla małych/średnich psów – trudniej pożreć i zgubić. Jeszcze się nie obraziła za to 😀 A w ogóle totalne szaleństwo z toczeniem kul wypełnianych chrupkami. Akcje “uwolnić chrupka” bywają bardzo angażujące 😉 Drapki i głaski dla Twojej Mozart!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *